23 lipca 2017

Simsala



Poniższy tekst to kolejny, który napisałam na konkurs. Zadanie polegało na tym, by napisać opowiadanie nawiązujące do baśni braci Grimm i zawierające elementy grozy, że tak to ogólnie ujmę. Na nich się wychowałam - jak wielu ludzi, nie tylko z mojego pokolenia. One się nie starzeją, są ciągle aktualne. Dlatego też nie mogłam się zdecydować, którą spośród tylu wspaniałych baśni wybrać. Ostatecznie zdecydowałam się na kilka (w większości tych najbardziej popularnych): Królewna Śnieżka, Jaś i Małgosia, Siedem kruków, Czerwony kapturek, Kopciuszek, Śpiąca królewna, Roszpunka, Jorinde i Joringel. A tak, jeszcze jedno - tytuł nawiązuje do starego niemieckiego serialu animowanego Baśnie Braci Grimm: Simsala Grimm, który oglądałam za dzieciaka. Jak więc pewnie się domyślasz, pisanie tego opowiadania było dla mnie miłym powrotem do dzieciństwa (choć na swój własny, nieco krwawy sposób). Zapraszam do czytania.
 

            Posłuchajcie mej opowieści. Nie będzie to jedna z pięknych baśni, do jakich przywykliście w dzieciństwie. Bez dobrego zakończenia. Pełna zła, przemocy i śmierci. Prawdziwa.
            Jam jest Simsala, lustro magiczne. Przez wieki całe zmuszona byłam służyć straszliwej wiedźmie, za nic mającej ludzkie życie, gardzącej wszystkim, co dobre i piękne. Liczyła się dla niej tylko pogoń za własnym celem – a tym była nieśmiertelność. A musicie wiedzieć, że o nią niełatwo. By zyskać życie, trzeba je wpierw odebrać. Zła czarownica z zabijania swych ofiar – zawsze były nimi młode, niewinne dziewczęta – czerpała przyjemność. Z czasem zaczęła wynajdywać coraz wymyślniejsze sposoby na zadawanie śmierci, które miały dostarczyć jej rozrywki. Cierpienie innych bawiło ją. I dawało siłę, której potrzebowała. Tyle razy byłam świadkiem jej okrucieństwa… Wiem, jak wiele istnień unicestwiła, wiedziona chciwością i zawiścią.
Przyszedł czas i na nią. Znalazł się mąż niemałego sprytu i wielkiej odwagi, który odkrył straszną prawdę i podstępem zgładził potworę, wyrywając czarne serce z jej piersi. Dzięki jego męstwu nastał dla wszystkich upragniony spokój, skończyła się trwoga. Nikt już jednak nie wspomina nieszczęsnych ofiar tej diablicy, bezimiennie spoczywających w tajemnej krypcie. Moją rzeczą jest więc opowiedzenie tragicznej historii, by pamięć o nich całkowicie nie zginęła.

***

Przed wiekami żył pewien król. Miał on córkę, którą bardzo miłował. Żona jego zmarła była w młodym wieku, niedługo po powiciu dziecięcia. Król niestary był jeszcze i tęsknił do dawnego życia, czując się bardzo samotnym. Aż razu pewnego na dwór jego zawitała nieznana nikomu kobieta przecudnej urody. Zachwycony nią władca natychmiast poprosił o jej rękę i niebawem się pobrali. Nie nacieszył się jednak swym szczęściem. Zmarł wkrótce, otruty przez okrutną czarownicę, którą był poślubił.
Usunąwszy naiwnego małżonka, wiedźma postanowiła zająć się jego ukochaną córką. Jej młodość i uroda były bowiem łakomym kąskiem. Wiedziała ponadto, że nie zyska pełnej władzy, której tak pragnęła, póki na jej drodze stać będzie uwielbiana przez wszystkich pasierbica. Uknuła więc intrygę, by pozbyć się dziewczyny. Swemu zaufanemu słudze rozkazała zabrać ją do lasu i tam zgładzić, a sobie na dowód przynieść jej serce.
Królewna domyśliła się, jakie zadanie wyznaczyła mężczyźnie zła królowa, dopiero gdy zawędrowali już na tyle daleko, by nikt nie mógł słyszeć wołania o pomoc. Przerażona, próbowała omamić go obietnicami wielkich bogactw i zaszczytnych tytułów, jeśli daruje jej życie, a pomoże pozbyć się macochy. Na nic zdały się jednak prośby, wierny sługa zdecydowany był wypełnić polecenie swej pani. Zrozpaczona, postanowiła uciec się do podstępu. Uwiodła więc mężczyznę, a gdy stracił czujność, wbiła mu w pierś jego własny nóż, zabijając na miejscu.
W swym magicznym lustrze czarownica cały czas obserwowała tych dwoje. Ujrzawszy, że dziewczyna zdołała ją przechytrzyć, wpadła we wściekłość. Zmieniwszy więc postać, udała się do najodleglejszej części lasu, gdzie mieszkała krwiożercza banda. Herszt ich rozpoznał swą panią, która rozkazała mu pozbyć się błąkającej się wciąż po lesie pasierbicy. Z mściwą satysfakcją obserwowała potem ze swej kryjówki krwawe polowanie, a gdy siedem gnomów pojmało królewnę, własnoręcznie wyrwała jej serce, pozostawiając jej ciało na pastwę karłom. Taki był koniec pierwszej ofiary okrutnej wiedźmy.

***

W głębokim lesie żył pewien ubogi drwal ze swą żoną. Mieli oni dwoje dzieci – przebiegłego chłopaka i śliczne dziewczę. Dzień, może dwa dni drogi od ich domu – o czym sami nie wiedzieli – stał zaś piękny, magiczny dwór, skryty w gęstwinie przed ludzkimi spojrzeniami. W dworze tym mieszkała zła czarownica. Wiodła tam dostatnie, lecz nudne życie. Dla rozrywki zachodziła więc czasem do chaty drwala i ukryta pod postacią starej żebraczki obserwowała toczące się w niej życie.
Pewnego dnia zauważyła wiedźma piękną córkę drwala i widząc jej urodę, zapałała do niej nienawiścią. Znając ubóstwo drwalowej rodziny, rzuciła na jego żonę urok. Kobieta zaczęła zaraz utyskiwać na dzieci, które dorastały, a przecie trzeba je było nakarmić i ubrać, na co nie było stać biednych rodziców. Zaczęła naciskać więc na męża, by pozbył się ciężaru, a skoro zabić własnych rodzonych nie chciał, to choćby i porzucił je w lesie. Bojąc się żony, zrobił z żalem, jak mu nakazała.
Pozostawione w lesie rodzeństwo nie potrafiło odnaleźć drogi do domu. Błąkając się tak więc, trafili wreszcie w pobliże dworu. Wieczór już był, zapadał zmrok i oboje byli zmęczeni i głodni. Brat zaproponował więc siostrze, by odpoczęła, a sam udał się poszukać czegoś do jedzenia. Spotkał na swej drodze starą żebraczkę, która zwabiła go do ukrytego dworu. Tam ukazała mu się dopiero w swej postaci i obiecała bogactwo i władzę, jeśli tylko zabije siostrę i przyniesie jej serce. Podarowała mu też sztylet z pięknie grawerowaną rękojeścią ze szczerego złota, którym miał się posłużyć.
Chłopak pozornie zgodził się na postawiony przez nią warunek. Postanowił, że wróci po siostrę, zakradną się tu razem i zgładzą czarownicę. Nie wiedział jednak, że otrzymana od niej broń była zaklęta. Gdy odnalazł pozostawioną w lesie dziewczynę, wpadł w dziki szał, zapominając, kim jest. Zamordował ją i zaniósł jej serce do dworu. Dopiero tam otrząsnął się z amoku, a uświadomiwszy sobie, co zrobił, z rozpaczy zabił się tym samym sztyletem. Tak oto zakończyły swe życie kolejne ofiary wiedźmy.

***

Pewien człowiek miał siedmiu synów. Byli oni bardzo psotni i złośliwi. Gdy więc jego żona ponownie była przy nadziei, marzył, by tym razem urodziła się córka. Tak też się stało. Dziewczynka była śliczna i miała dobre serduszko. Zazdrośni bracia robili więc wszystko, by uprzykrzyć jej życie. W końcu miarka się przebrała i gdy siostra znów przybiegła do rodziców z płaczem, ojciec w gniewie wykrzyknął, iż wolałby, żeby byli krukami.
Usłyszała to zła czarownica i z radością spełniła jego życzenie. Siedem czarnych ptaszysk wzbiło się w powietrze, kracząc gniewnie i zapowiadając zemstę. Schroniły się w górach, gdzie odnalazła je stara, mądra kobieta. Powiedziała im ona, iż to siostra jest winna nieszczęścia, a klątwę da się zdjąć tylko, jeśli ją zabiją. Obiecała swą pomoc, żądając jednak serca dziewczyny, które miało być niezbędne do odczynienia czaru.
Dziewczynka rosła, mając wciąż w pamięci swych nieszczęsnych braci. Wreszcie postanowiła wyruszyć w podróż, by ich odnaleźć i uprosiła matkę o pozwolenie. Błąkała się długo, nie wiedząc, dokąd ma się kierować. W końcu na swej drodze spotkała starowinę, która powiedziała jej, gdzie powinna szukać. Udała się więc dziewczyna w góry, gdzie mieli przebywać jej bracia. Tam też natknęła się na kruki, które, żądne zemsty, rozszarpały swą biedną siostrę. Jej serce zaniosły zaś wiedźmie, która zaśmiała się tylko i jednym gestem obróciła w popiół siedem przebrzydłych ptaszysk. I tak śmierć spotkała kolejnych nieszczęśników.

***

W głębi lasu stała samotnie chatka schorowanej, nikomu nieznanej staruszki. Na skraju lasu zaś mieszkała pewna kobieta. Było jej żal babiny, więc co jakiś czas wysyłała do niej córkę z koszem pełnym jedzenia. Wędrując przez las, przystrojona w czerwoną pelerynkę z kapturem dziewczynka wyglądała uroczo. Gdy tylko poczciwa kobiecina – którą nazywała babcią –  na nią spojrzała, w jej oczach zawsze pojawiał się tajemniczy błysk.
Dziewczyna rosła i stawała się coraz piękniejsza. Wciąż chętnie chodziła do „babci”, do której bardzo się przywiązała. Pewnego razu zastała u niej gościa – leśniczego, któremu na jej widok aż zaświeciły się oczy. Nie chcąc przeszkadzać im w rozmowie, szybko opróżniła koszyk i przez nikogo nie zatrzymywana skierowała się do wyjścia. Nie zdążyła jeszcze zbytnio oddalić się od chaty, gdy usłyszała znajome skrzypienie drzwi. Obejrzała się i w progu ujrzała mężczyznę przybierającego właśnie wilczą postać. Przerażona krzyknęła i co sił popędziła przed siebie, gubiąc drogę.
Uciekała bardzo długo, wciąż słysząc za sobą sapanie prześladowcy. Nagle jednak zapadła całkowita cisza. Przestraszona dziewczyna zatrzymała się i rozejrzała, próżno usiłując się zorientować, gdzie jest. Wtedy właśnie dopadł ją wilkołak i powalił na ziemię. Przez moment wpatrywał się w nią strasznymi przekrwionymi oczami, by po chwili zatopić kły w jej delikatnej szyi. Rozszarpane zwłoki powlókł z powrotem do chaty, gdzie przybrał znów ludzką postać i posługując się nożem myśliwskim wyrwał z nich serce. Oddał je zaraz swej pani, a potem umknął do lasu, by tam w spokoju posilić się upolowaną zdobyczą. W taki sposób zakończyła życie kolejna niewinna ofiara.

***

Żył raz pewien wdowiec, który miał jedną jedyną córkę. Była ona piękna i bardzo kochała ojca. Mimo to czuł się samotny. Postanowił więc ożenić się powtórnie. Szybko znalazł odpowiednią, urodziwą kandydatkę, mającą dwie córki. Pojął ją za żonę, lecz niedługo potem zmarł na straszliwą, nieznaną nikomu chorobę, powierzając wcześniej świeżo poślubionej kobiecie majątek i opiekę nad ukochaną córką, która wkrótce stała się popychadłem.
Jej matką chrzestną była wróżka. Ostrzegała ją, że macocha to zła czarownica, jednak dziewczyna nie dowierzała. Nie obawiała się też, gdyż wiedziała, że może zawsze liczyć na wsparcie matki chrzestnej, choć nigdy nie prosiła jej o pomoc. Do czasu.
W pobliskim zamku żył książę. Osiągnął on już wiek stosowny do ożenku, postanowiono więc wydać bal, na który zostały zaproszone wszystkie panny z okolicy, by młodzieniec mógł wybrać spośród nich kandydatkę na przyszłą królową.
Gdy tylko rozeszła się wieść, macocha – dobrze wiedząc, że pasierbica o tym marzy – stanowczo zabroniła jej iść na zamek. Nie pozwoliła na to również rzekomym córkom. Sama zaś przybrała postać pięknej młodej dziewczyny i udała się na bal, planując rzucić urok na księcia, aby to w niej się zakochał i z nią ożenił.
Niepokorna dziewczyna udała się do swej matki chrzestnej. Dzięki pomocy wróżki dostała się na bal. Oczarowany nią książę nie odstępował jej na krok. Wściekła czarownica rozpoznała pasierbicę, lecz nie mogła nic zrobić, postanowiła więc obserwować tylko rozwój wydarzeń i uderzyć w stosownym momencie, by zemścić się za poniesioną porażkę.
Ostrzeżona zawczasu przez dobrą wróżkę dziewczyna uciekła z zamku tuż przed północą, spodziewając się ataku wiedźmy. Biegnąc zgubiła jednak na schodach pantofelek. Gdy zrozpaczony zniknięciem wybranki książę go odnalazł, ogłosił, że poślubi tylko pannę, na którą pasować będzie bucik. Rozpoczęły się poszukiwania.
Wściekła wiedźma chciała pozbyć się pasierbicy, jednak na przeszkodzie stała jej matka chrzestna. Postanowiła więc zrobić to podstępem. Gdy książę przybył do ich domu, pozwoliła również jej przymierzyć pantofelek, który oczywiście pasował.
Wkrótce odbyło się huczne wesele. Następnego dnia w komnacie nowożeńców znaleziono zamordowanego księcia. Młoda małżonka przerażona kuliła się w kącie. Zaraz ją pojmano i poprowadzono przed sąd. Chciała coś powiedzieć, lecz z jej ust nie wydobyło się ani jedno słowo. Wtem na sali pojawiła się dobra wróżka, przemawiając w jej obronie. Pochwycono ją jednak, oskarżając o uprawianie magii i skazano na stos. Chrześnicę jej natomiast, ponieważ była niema, uznano za będącą w zmowie z czarownicą. Nikt nie wiedział jaką karę winna ponieść, postanowiono więc zwrócić się po radę do bardzo starej kobiety, znanej szeroko ze swej mądrości. Orzekła ona, że aby śmierci księcia stało się zadość, godziłoby się jego morderczyni wyrwać serce i złożyć je razem z nim do grobu.
Egzekucję wyznaczono więc na dzień pogrzebu. Gdy jednak miano pochować księcia, okazało się, że serce dziewczyny zniknęło. Nie było też nigdzie starowiny, która tę karę doradziła. Była to bowiem okrutna wiedźma, która podstępem uzyskawszy to, czego potrzebowała, zniknęła. I taki był koniec kolejnej jej młodej ofiary.

***

Żyli sobie król i królowa, oboje już podeszli w latach. Nie mieli oni dzieci, co bardzo ich martwiło. Wreszcie doczekali się jednak, że królowa powiła śliczną córeczkę. Mąż jej był tak szczęśliwy z tego powodu, że postanowił wydać wielką ucztę, na którą sproszono nie tylko możnych z całego królestwa, lecz także dwanaście zamieszkujących je wróżek, które dały dziecku cenne dary. Nie zaproszono jednak okrutnej czarownicy, którą bardzo to rozgniewało. Postanowiła więc, że w swoim czasie zemści się za to srodze.
Królewna wyrastała na piękną, mądrą dziewczynę. Wiedźma zaś, ukryta pod postacią starej tkaczki, zamieszkała w opustoszałej wieży nieopodal zamku. Królewna, która była bardzo pracowita i stale potrzebowała jakiegoś zajęcia, przychodziła do niej codziennie, by uczyć się prząść.
Pewnego dnia, spodziewając się jak zwykle wizyty, czarownica przygotowała straszliwą truciznę. Tuż przed przyjściem dziewczyny zmoczyła w niej wrzeciono. Podając je później królewnie, zrobiła to w taki sposób, by ta ukłuła się w rękę. Patrzyła spokojnie, jak dziewczyna pada na ziemię, wijąc się w okropnych boleściach. Jej agonia trwała kilka dni. Gdy wreszcie wydała ostatnie tchnienie, wiedźma z radością wyrwała jej serce. Taki właśnie był koniec życia kolejnej nieszczęśnicy.

***

Była też dziewczyna, jako niemowlę odebrana przez wiedźmę zrozpaczonym rodzicom w zamian za przysługę. Zamknięta w wieży, dorastała w ciągłym strachu przed czarownicą. Nie śmiała się jej jednak sprzeciwić, myśląc, że to jej rodzona matka.
Wiedźma co jakiś czas wspinała się do wieży – w której nie było drzwi ni schodów – po długich włosach zahukanej dziewczyny. Przychodziła do niej, zlecając jej rozmaite zadania, a przy tym pomiatając i ciesząc się ze strachu, jaki w niej wzbudzała. Doglądając jej pracy, spędzała czas na obmyślaniu, w jaki sposób pozbawić ją życia, gdy przyjdzie po temu stosowna pora.
Nie mogąc tego dłużej znieść, biedna dziewczyna przywiązała swe włosy do haka, jak to miała w zwyczaju, gdy wciągała do wieży czarownicę, okręciła nimi swą szyję i wyskoczyła z okna. Zdarzyło się, że akurat przejeżdżał tamtędy pewien młodzieniec i ujrzał samobójczą śmierć nieznajomej piękności. Żal mu się jej zrobiło. Miał już podejść, by odciąć zwisające z wieży ciało i je pochować, gdy posłyszał okrutny śmiech. Schował się więc w pobliżu i uważnie obserwował wiedźmę, która przyszła, wyrwała serce z piersi dziewczyny i zaraz zniknęła. Młody mężczyzna zapałał gniewem i poprzysiągł, że nie spocznie, póki nie zgładzi tej potwory.
Długo błądził po świecie, szukając czarownicy. W końcu odnalazł ukryty magiczny dwór, w którym mieszkała. Zaczął więc głowić się, jak zabić wiedźmę, która miała przecież potężną moc. Niemal całą noc przeleżał, patrząc w gwiazdy i rozmyślając, co począć. Dopiero nad ranem usnął i miał przedziwny sen. Śniło mu się, że w lesie znalazł piękny kwiat, jakiego jeszcze nigdy nie widział. Jego łodygę porastały długie ciernie, w kielichu zaś znajdowała się maleńka czarna perła. Był to kwiat magiczny, zdolny przełamać każde zaklęcie.
Gdy się zbudził, od razu ruszył na poszukiwanie kwiatu. Znalazłszy go, zerwał i wrócił do dworu. Zakradł się do niego, lecz nie widział sposobu, by niepostrzeżenie podejść do czarownicy. Ta zaś, gdy tylko odkryła jego obecność, chciała zgładzić go za pomocą czarów, lecz żaden nie odnosił skutku z powodu kwiatu, który miał przy sobie. Widząc, że wiedźma nie może mu nic zrobić, dobył miecza i śmiało ruszył ku niej. Usiłowała mu umknąć, lecz jej się to nie udało. Ostrze przeszyło ją na wskroś, przyszpilając do podłogi tak, że nie mogła się ruszyć. Gdy padła, młodzieniec pochylił się nad nią, rozdarł jej pierś i wyrwał z niej serce, a na jego miejscu umieścił czarną perłę, odbierając czarownicy całą moc. Opuściwszy dwór, podpalił go. Długo stał tak, patrząc na płomienie i słuchając przeraźliwych wrzasków. Czarne serce uparcie pulsowało w jego dłoni i drgało, jakby chciało się z niej wyrwać. W końcu, gdy ogień przygasł, a krzyki ustały, złożył je w tajemnej krypcie, w której odkrył zwłoki nieszczęsnych ofiar okrutnej wiedźmy. Ponieważ w sercu wciąż tliło się życie, oderwał najdłuższy, najostrzejszy cierń z łodygi kwiatu i przebił je, przyszpilając do kamiennej płyty, na której spoczywało. Wraz ze straszliwym wyciem uniósł się nad nim czarny dym, polała się czarna krew, a czarne serce zamarło i obróciło się w kamień. Młodzieniec wyszedł i zapieczętował wejście do krypty, u progu zaś zasadził magiczny kwiat. Tak oto nadszedł wreszcie koniec diablicy, która wieki całe mordowała, by żyć.

***

Oto już cała opowieść. Nie jest piękna. Jest prawdziwa. Nikt już tej historii nie zna. Tylko ja, Simsala, lustro magiczne – jedyny świadek tych tragedii – pozostałam, by mówić o tym, co było. Aby pamięć o zgładzonych niewinnych istnieniach przetrwała. By nie zginęła razem z nimi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz