Poniższe opowiadanie powstało przy, hmm... Współpracy,
powiedzmy, z moją przyjaciółką. Mianowicie, główna bohaterka stanowi w pewnym
sensie fuzję dwóch postaci - mojej i jej. Był to eksperyment, nawet całkiem
udany, który w pewnym momencie zaczął żyć własnym życiem, jak wszystkie dobre
teksty zresztą. Pomysł natomiast zrodził się z naszej chęci wyżycia się... I to
by było na tyle w kwestii genezy.
Miałam niewielki problem z dopasowaniem etykiety - z racji
tego, że pasowały tu ze trzy. Ostatecznie jednak podjęłam decyzję, które
elementy w tekście są najistotniejsze i jakoś się udało. Nie nudzę już, miłego
czytania.
Leżała
na łóżku, wpatrując się z nienawiścią w sufit. Spoczywająca na pościeli dłoń
nerwowo podrygiwała w rytm płynącej z głośników muzyki. Metallica zawsze była
na pierwszym miejscu, kiedy była wściekła, ale teraz… Cholera, który to już
raz?! Tyle razy obiecywała sobie, że to się więcej nie powtórzy. A wydarzyło
się znowu. I pewnie znów się wydarzy, znając jej parszywe szczęście. Ale nie
mogła nic na to poradzić, że ilekroć on pojawił się na horyzoncie, działy się z
nią bardzo dziwne rzeczy. I nie potrafiła nad tym zapanować. To było silniejsze
od niej. Ten stan utrzymywał się już od jakiegoś czasu, jednak nie potrafiła
się przełamać, żeby coś z tym zrobić.
Jakiś
dźwięk wyrwał ją z zamyślenia. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że mógł to
być jedynie telefon niedbale rzucony na poduszkę gdzieś wysoko nad jej głową.
Ani chwili spokoju, znów jakiś popapraniec do niej pisze! Samobójca… Tyle że
jeszcze nikt o tym nie wie.
Zrezygnowana
zaczęła macać poduszkę w poszukiwaniu komórki. Chciała jak najszybciej zbyć
natręta, kimkolwiek on był. I miała ochotę zrobić to w sposób niezbyt uprzejmy…
Delikatnie mówiąc.
Jej
palce zacisnęły się na zimnym przedmiocie, który znów zaczął niepokojąco
podrygiwać. Zastanawiając się, dlaczego właściwie nie wyłączyła wi-fi, kiedy postanowiła
odpłynąć, odblokowała ekran. Przez moment z niedowierzaniem wpatrywała się w
telefon. W końcu otrząsnęła się z odrętwienia i z mocno bijącym sercem zaczęła
jedna po drugiej odczytywać wiadomości.
Znajdziesz dla mnie chwilę?
Chciałbym pogadać
Odezwij się
Proszę
Zastanowiło
ją, co może być tak ważnego, by chłopak, który już od jakiegoś czasu niemal nie
zwracał na nią uwagi, nagle zaczął do niej wypisywać. Przez chwilę nawet
poważnie myślała nad tym, czy go kompletnie nie zignorować. Co z tego, że przez
pół dnia usilnie próbowała przestać o nim myśleć. Co z tego, że od miesiąca
śnił jej się niemal każdej nocy. Bynajmniej jak do tej pory nie udowodnił, że
jest tego wart.
PROSZĘ
Kolejna
wiadomość wyrwała ją z ponurych rozmyślań. Jak widać, jednak mimo wszystko nie
mogła go sobie tak zwyczajnie odpuścić. No i ciekawość była silniejsza. W końcu
postanowiła odpisać, pilnując się jednak, by nie okazywać zbyt wiele emocji.
Dawno się nie odzywałeś
Odpisał
niemal natychmiast.
Wiem
Przepraszam
Nie
wiedziała, jak powinna zareagować, więc postanowiła milczeć. Nie musiała długo
czekać na efekty.
Gniewasz się? Ja… Nie potrafiłem
Musiałem to wszystko jakoś
uporządkować
Ta
rozmowa z minuty na minutę stawała się coraz bardziej niepokojąca. Na domiar
wszystkiego jej serce, widocznie rządzące się własnymi zasadami, najwyraźniej
postanowiło urządzić sobie jakiś pieprzony maraton i z każdą wiadomością
przyspieszało. A umysł jakoś dziwnie nie chciał współpracować.
Izzie?
Ciekawe, co takiego wymagało uporządkowania
wg ciebie?
Chciałbym Ci to wszystko wyjaśnić, zajęta
jesteś?
Oczy
Isabelle stały się okrągłe jak spodki. Niemożliwe, czyżby… Odpisała bez
zastanowienia:
Właściwie to siedzę sama i się nudzę
Nie miałabyś ochoty się spotkać,
wyjść gdzieś?
Jej
dusza w tym momencie śpiewała z radości. Niczego bardziej nie pragnęła. A
jednak nie miała zamiaru dać mu się tak łatwo. Zresztą wciąż była tak wściekła,
że najchętniej zaszyłaby się w domu i
nie wyściubiała nosa za próg przynajmniej przez tydzień. A w tym stanie była
niebezpieczna dla otoczenia.
Sorry, nie mam ochoty nigdzie iść
Cisza.
Zastanowiła się przez moment. To trochę szalone, ale skoro wreszcie jest jakaś
szansa, żeby to ruszyć, chyba powinna z niej skorzystać. W przeciwnym wypadku
pewnie nigdy sobie tego nie wybaczy. A tak może wszystko się wreszcie wyjaśni…
Ale możesz wpaść
Jeśli ci bardzo zależy
Już
zaczęła się zastanawiać, czy na pewno dobrze zrobiła, gdy nadeszła odpowiedź.
Będę za pół godziny
No
pięknie. Ale się wpakowała… Nagle usiadła na łóżku, w panice rozglądając się po
pokoju. Za niedługo wpadnie tu Olivier, a ten bałagan… Zerwała się na równe
nogi, żeby uprzątnąć najgorszy syf. Po namyśle dała sobie spokój z niedbale
porozrzucanymi na biurku ołówkami i otwartym szkicownikiem. Porwała jedną
książkę ze stosu leżącego na podłodze przy łóżku i wrzuciła ją do szafy. Na
resztę spojrzała niechętnie i jedynie wzruszyła ramionami. Zero zagrożenia.
Odwróciła się i spojrzała ze zgrozą na malowidło na ścianie. Chyba nie powinno
go tu być, jest zbyt sugestywne. W świetle dziwnych wydarzeń, które ostatnio
miały miejsce, mogłoby rzucać jakieś podejrzenia, a na to nie mogła pozwolić.
Wygrzebała spod łóżka spory plakat z Kill
‘Em All, który wziął się tam nie wiadomo skąd, i zakryła nim odrażający
fragment ciemnofioletowej ściany. Nie można go zdjąć, ale ukryć… Z zadowoleniem
spojrzała na swoje dzieło i zajęła się łóżkiem. Skotłowana pościel
przedstawiała sobą żałosny widok i zwykłe zaścielenie niewiele by tu pomogło,
więc pozbierała wszystko i wyniosła na zewnątrz. Rozwiesiła pościel w ogrodzie.
Równie dobrze mogła zostawić ją na balkonie, ale miała wrażenie, że nie
przedstawiałaby sobą zbyt pięknego widoku, wisząc na balustradzie. Co prawda
nie chciała zbytnio okazywać, że przejęła się wizytą, ale bez przesady, jest
chyba jakaś granica? A czarna pościel tuż za oknem zdecydowanie tę granicę
przekracza.
Usłyszała
głośne miauczenie. No tak, Chester pewnie ją zwęszył, kiedy biegła przez ogród
i teraz domagał się, żeby go wpuścić. Z westchnieniem ponownie otwarła drzwi
prowadzące na balkon i rzuciła się na łóżko. Kocisko natychmiast znalazło się
tuż przy niej. Zachichotała, kiedy długa czarna sierść połaskotała ją po szyi.
Podrapała ulubieńca za uchem, wsłuchując się w ciche mruczenie. Nagle kocur się
wyprężył, czujnie wlepiając wzrok w drzwi. Isabelle uniosła się na łokciu w
samą porę, by zobaczyć ciemnowłosego chłopaka przeskakującego przez balustradę.
Uspokajającym gestem położyła dłoń na łbie zwierzęcia, razem z nim obserwując
wchodzącego do pokoju Oliviera.
-
Nie mogłeś zadzwonić do drzwi jak cywilizowany człowiek?
-
Nie – Uśmiechnął się rozbrajająco, jak tylko on potrafił. – Uznałem, że tak
będzie szybciej. Poza tym nie musiałaś się fatygować, żeby mnie wpuszczać.
Dziewczyna
przewróciła oczami. Zdążyła się już opanować. Usiadła szybko, przesuwając
niezadowolonego kota, nieufnie spoglądającego na przybysza, który właśnie
sadowił się obok niego.
-
Więc o czym chciałeś rozmawiać?
Olivier
jakby jej nie słyszał. W zamyśleniu przyglądał się wielkiemu kocisku.
-
No proszę, kiedy ostatnio cię widziałem, byłeś…
-
Puchatą kulką niewiele większą od kłębka włóczki?
Chłopak
zerknął na nią ze zdziwieniem i spróbował pogłaskać Chestera, który w
odpowiedzi pozostawił na jego nadgarstku głębokie szramy. Olivier syknął,
szybko cofając rękę. Izzie uśmiechnęła się krzywo. Usiadła po turecku przodem
do niego i popatrzyła nań wyczekująco, krzyżując ręce na piersi.
-
No więc?
Chłopak
rzucił jej kolejne nerwowe spojrzenie i szybko się odwrócił. Pochylił się,
opierając łokcie na kolanach. Wyglądało na to, że zmaga się sam ze sobą. Swoją
drogą Isabelle doskonale wiedziała, co się dzieje, wyczuwała to. Z jednej
strony wciąż była wściekła – na siebie, na niego – i nie zamierzała łatwo
odpuszczać. Z drugiej jednak chciała, by w końcu zaczęło się coś dziać. Choć
wciąż się z tym nie pogodziła, już dawno zdała sobie sprawę, jak wiele znaczy
dla niej ten ciemnooki dryblas. Gdy milczenie się przeciągało, nerwowo zaczęła
owijać wokół palca krótki, intensywnie zielony kosmyk. Uwielbiała
eksperymentować z kolorami. Co więcej, zauważyła, że zielone pasemka w jej
kruczoczarnych włosach prezentują się znakomicie. Nagle poczuła, że Olivier się
jej przygląda. Uniosła wzrok, ich spojrzenia się skrzyżowały. Świat zawirował,
gdy na moment zatonęła w ciepłych brązowych oczach.
W tym momencie Chester
prychnął pogardliwie i przeniósł swą kocią personę na oparcie wielkiego,
obitego ciemnofioletowym pluszem fotela stojącego w kącie pokoju. Czubek jego
ogona wciąż poruszał się nerwowo w tę i z powrotem, gdy uważnie śledził każdy
ruch podejrzanego osobnika zajmującego jego miejsce u boku czarownicy. Jego
ciałem wstrząsało głębokie, wrogie burczenie za każdym razem, gdy tamten
poruszył się zbyt gwałtownie. Co on sobie wyobraża?
- Nie lubi mnie…
- Nie ufa ci. To bystry
zwierzak.
Olivier spojrzał na nią
badawczo, jednak z jej twarzy nie udało mu się odczytać żadnych uczuć. Była
nieprzenikniona. Zawsze stanowiła dla niego zagadkę. Miała w sobie coś…
Niesamowitego. Coś nietypowego. Nie potrafił jednak określić, co się za tym
kryje. Całkiem prawdopodobne, że to właśnie ta tajemniczość przyciągała go do
niej jak magnes. Nie potrafił oprzeć się intensywnie żółtozielonemu spojrzeniu.
To dlatego zerwał z nią kontakt. Obawiał się tego, co mogłoby się stać… Tyle że
to nic nie dało. Było z nim coraz gorzej. Zdał sobie sprawę, że dłużej już tak
nie wytrzyma. Musiał z nią porozmawiać, wszystko wyjaśnić, coś z tym zrobić.
Jedynym problemem było to, że nie bardzo wiedział, jak się za to zabrać. Nie
chciał wyjść na idiotę, ale to nie taka prosta sprawa. Miał spore doświadczenie
z dziewczynami, jednak do tej pory żadna tak na niego nie działała. Cholera, to
takie trudne…
W końcu zebrał się w
sobie i ponownie uniósł wzrok, napotykając spojrzenie Izzie. Zobaczył w nim coś
dziwnego. Przyszło mu do głowy, że ona o wszystkim wie, zupełnie jakby czytała
mu w myślach. Nie potrafił powiedzieć, jak to możliwe, do tej pory starał się
jak mógł, by się przed nią nie zdradzić. Faktem jednak było, że chyba nikt nie
poznał go tak dobrze jak ona, choć ich znajomość nie trwała tak długo. Ale czy
mogła się domyślić?
Isabelle ledwo zauważalnie
skinęła głową, zupełnie jakby w odpowiedzi na myśli kłębiące się w głowie
Oliviera. Na jej twarzy pojawił się nieco demoniczny uśmiech, gdy ujrzała jego
zaskoczenie. Nagle drzwi na balkon zatrzasnęły się z hukiem. Włosy dziewczyny
zaczęły lekko falować wokół jej twarzy.
- Chciałeś szczerze
porozmawiać, proszę bardzo. Ja zacznę. Zraniłeś mnie, tak nagle odsuwając mnie
od siebie. Widzisz, nie jestem pierwszą lepszą dziewczyną, którą można tak
sobie skrzywdzić i zapomnieć, że istniała.
- Izzie, ja… Ja nie
chciałem. Wiesz…
- Wiem – Nie dała mu
dokończyć. – Doskonale wiem. Ale niewiele to zmienia. Wyobraź sobie, że nim
postawiłeś między nami mur, pozwoliłeś mi się za bardzo zbliżyć. Zdążyłam cię
pokochać, idioto. Nie jest to takie piękne uczucie, jak opisują w tych
wszystkich durnych powieściach. – Machnęła ręką, a stos książek stojący do tej
pory obok łóżka rozsypał się po całej podłodze. Z niektórych powypadały kartki
i przez moment wirowały w powietrzu, by w końcu bezwładnie opaść na dywan. –
Niesie ze sobą ból. I smutek. Zwłaszcza gdy nagle przestajesz się liczyć dla
tej jedynej osoby, na której naprawdę ci zależy.
Umilkła na moment, z
namysłem przyglądając się przerażonemu chłopakowi. Patrzył na nią jak na kogoś
zupełnie obcego. Szczerze mówiąc wcale jej to nie dziwiło. Zaczęła tracić nad
sobą panowanie i musiała bardzo się starać, żeby nie pozwolić swoim mocom
wymknąć się spod kontroli. Nagle pod strachem dostrzegła w jego spojrzeniu coś,
co do tej pory było głęboko ukryte. To spowodowało, że zamknęła oczy i
odetchnęła głęboko kilka razy.
- Nie robię tego, by
cię nastraszyć. Nie chcę zrobić ci krzywdy. Po prostu… Moja moc wciąż się
rozwija. Nie zawsze potrafię nad nią panować, wiele mnie to kosztuje, a teraz
to wyjątkowo trudne. Rozumiesz?
Olivier niepewnie
skinął głową. Nie mógł uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, że to nie
jego wyobraźnia płata mu figle. Uświadomił sobie, że boi się tej dziewczyny. A
jednak nie było to ważne. I tak musiał spróbować. Była wszystkim, czego
pragnął. Co więcej, sama wyznała mu przed chwilą, że czuje to samo.
- Izzie, ja…
- To nie takie proste,
co? – Uśmiechnęła się blado.
Chłopak skinął głową i
odetchnął głęboko.
- Ja ciebie też kocham.
- Więc dlaczego tak
długo to trwało? – Zauważyła, jak kurczy się pod jej badawczym spojrzeniem.
Złapał się za głowę. Zobaczyła jego niepewność, jego strach. Cofnęła się.
Wyraźnie przyniosło mu to ulgę.
- Jestem tchórzem.
- Gdybyś był, nie
zawracałabym sobie tobą głowy – parsknęła dziewczyna. Momentalnie zauważyła
zmianę w jego postawie. Wreszcie odrobinę się rozluźnił. A jednak wciąż
ostrożnie się jej przyglądał. Wzruszyła ramionami. – No już, pytaj. Obiecuję,
że postaram się odpowiedzieć.
- Jesteś… Czarownicą?
Spojrzała na Oliviera
jak na idiotę. Cała ta sytuacja zaczynała ją mocno bawić. Bawić, nie wkurzać –
czyli to dobry znak.
- Jak na to wpadłeś? –
Roześmiała się. W pokoju zrobiło się ciemno, a oczy jej i Chestera zaczęły
świecić pulsującym żółtym światłem. – Nie no, wiesz, tak tylko się wygłupiam.
Przecież nikt nie wierzy w magię. – W jednej chwili wszystko wróciło do normy.
Chłopak wciąż wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. – No dobra, chodź. Coś ci
pokażę.
Isabelle wzięła
chłopaka za rękę i wyprowadziła go z pokoju. Pociągnęła go w głąb domu, który
wydawał się dziwnie cichy i pusty. Drewniane schody poskrzypywały ponuro, gdy
zbiegali na dół. Pokonali, jak się wydawało, kilka pięter, nim wreszcie dotarli
do długiego tunelu wykutego w skale. Ściany pokrywały świecące wykwity w
kolorze siarki. Gdzieś w oddali przed nimi dał się słyszeć szum płynącej wody.
W powietrzu unosiły się chłodne opary o dziwnym, choć przyjemnym zapachu.
- Wow, fajną macie
piwnicę – zażartował Olivier. Głos lekko mu drżał. – Co w niej trzymacie?
Zmutowanych jaszczuroludzi?
- Nie zgadłeś, mój
drogi. Chodź, sam zobaczysz.
Izzie pobiegła przed
siebie. Chłopak musiał się dobrze postarać, by dotrzymać jej kroku. Starał się
podobnie jak ona omijać wszystkie niepokojąco czerwonawe kałuże i unikać
zderzenia z przezroczystymi motylopodobnymi stworzeniami, które co jakiś czas
odrywały się od zniżającego się co rusz sklepienia i opadały na nich chmarami.
Wreszcie dotarli do
rozległej pieczary z wielkim, czarnym jak noc jeziorem. Jego przeciwległy brzeg
ginął w mroku. Olivierowi wydawało się, że dobiegają stamtąd jakieś niepokojące
pomruki. Nie miał jednak czasu głębiej się nad tym zastanowić. Dziewczyna nagle
obróciła się w jego stronę i przyparła go do ściany. Jej oczy znów promieniały
tym żółtym blaskiem, a uśmiech wydawał się nieco demoniczny. Objęła go za
szyję, wspinając się na palce, i spojrzała mu w oczy.
- Ładnie tu, prawda? –
spytała lekko zachrypniętym głosem.
Wyglądała nieziemsko,
spowita niesamowitą poświatą, z falującymi włosami. Nie mogąc się powstrzymać,
Olivier jedną ręką objął ją w pasie, drugą delikatnie sięgnął do jej twarzy.
Tak długo czekał na tę chwilę, że teraz nic innego się dla niego nie liczyło.
Nie zwracał już uwagi na to, co działo się wokół niego, całkowicie zatonął w uwodzicielskim
żółtym spojrzeniu. Pochylił się, ich twarze znalazły się nagle bardzo blisko
siebie. Isabelle przylgnęła do niego.
- Teraz jesteś tylko
mój – wyszeptała mu do ucha.
Poczuł gorący oddech na
szyi. Drgnął, gdy jej język zaczął błądzić po wrażliwej skórze, a palce
boleśnie wpiły się w jego barki. Zignorował rodzący się w nim niepokój. Jego
ciało pragnęło bliskości. Jego dłonie spoczęły na biodrach dziewczyny,
przyciągnął ją jeszcze bliżej. Poczuł, że Isabelle delikatnie skubie jego szyję
najpierw wargami, potem zębami, pomrukując przy tym jak kot. Było to tak
niespodziewane, że roześmiał się z niedowierzaniem.
Nagle śmiech przerodził
się w jęk. Ostre zęby wbiły się głęboko w ciało, ręce mocno opasały jego
ramiona. Dziewczyna zaczęła chciwie zlizywać płynącą po jego szyi krew.
Próbował ją odepchnąć, jednak okazała się nadspodziewanie silna. Zaniosła się
przeraźliwym śmiechem, który poniósł się echem w głąb pieczary.
- Mówiłam, że jesteś
mój! – Nagle spoważniała, jej głos stał się zimny i ostry. – Oddałam ci swoje
serce, a ty mnie zraniłeś. Ale ja nie przestałam cię kochać. Już nie pozwolę ci
odejść!
Ponownie wgryzła się w
jego szyję, jeszcze głębiej niż poprzednio. Olivier szarpał się coraz słabiej.
W jej miażdżącym uścisku szybko tracił siły i chęć do walki. Wciąż nie mógł
uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Że cudowna chwila tak szybko przerodziła
się w koszmar. Poddał się. Nogi się pod nim ugięły, osunął się po ścianie,
ciężko usiadł na zimnej skale. Isabelle uklękła tuż przy nim, ujęła jego twarz
w dłonie.
- Nie myśl, że robię to
dla czystej przyjemności – wyszeptała miękko. W jej oczach pojawiły się gniewne
błyski, gdy pochylała się nad nim. – Ale musisz zapłacić mi za to, co zrobiłeś.
Łapczywie wpiła się w
jego wargi i złożyła na nich długi, rozpaczliwy pocałunek. Chłopak
półprzytomnie zauważył, że woda za jej plecami burzy się coraz gwałtowniej, że
coś się z niej wynurza. Dziewczyna oderwała się od niego i wciąż go
przytrzymując, obróciła się, by spojrzeć na olbrzymie ciemnoczerwone cielsko
wypełzającego na brzeg stwora. Bezkształtna masa połyskiwała przy każdym
poruszeniu. Zwróciła się z powrotem do Oliviera. W jej oczach odbijała się
duma, gdy z uśmiechem zaczęła objaśniać:
- Dzięki tobie moje
dziecię stanie się prawdziwie żywą istotą.
- Jak? – zdołał
wychrypieć. Tak jak się tego spodziewał, odpowiedź nie była tym, co chciałby
usłyszeć.
- Oddasz mu swoją
duszę.
Isabelle uśmiechnęła
się słodko. Podniosła się na nogi i kopnęła go mocno, obalając na ziemię, gdy
tylko spróbował zrobić to samo. Odeszła i stanęła na brzegu jeziora, nie
poświęcając najmniejszej uwagi chłopakowi ani zbliżającemu się do niego stworowi.
Uniosła ręce nad głowę i zaczęła śpiewnie coś recytować. Zewsząd odpowiedziały
jej przerażające szepty, kotłująca się powierzchnia jeziora zaczęła jarzyć się
tym samym żółtawym blaskiem, co cała postać dziewczyny. Bezkształtne cielsko
zbliżało się coraz bardziej, podczas gdy po pieczarze niosły się
zwielokrotnione echem, powtarzane przez niezliczone głosy zaklęcia.
Nagle ciemnoczerwone
coś zwinnie rzuciło się na Oliviera. Chłopak nie miał żadnych szans. Pochłonęła
go ciemność, poczuł wszechogarniający ból nie do zniesienia. Trwało to bardzo
długo, nim wreszcie osunął się w nicość.
***
Isabelle
ocknęła się z transu. Klęczała, jej połyskujące jeszcze na żółto oczy odbijały
się w lustrzanej tafli jeziora. Była wyczerpana po zużyciu tak ogromnej ilości
energii, jednak czuła, że było warto. Już wiedziała, że się udało. Wprost nie
mogła się doczekać, by obejrzeć swoje dzieło. Odetchnęła kilka razy, uniosła
się powoli i odwróciła.
To,
co ujrzała, przekroczyło jej najśmielsze oczekiwania. Tuż przed nią dumnie
prężył się smok o pięknych ciemnoczerwonych łuskach połyskujących niczym
diamenty. Z długiego, smukłego ciała na grzbiecie wyrastała para potężnych
czarnych skrzydeł. Gdy stworzenie pochyliło przed nią głowę, jej oczom ukazały
się cztery zakrzywione czarne rogi. Jej spojrzenie skrzyżowało się z żywym
ogniem. W swojej głowie całkiem wyraźnie usłyszała głos podobny do głosu
Oliviera, lecz znacznie głębszy.
Jesteś teraz zadowolona, moja pani?
-
Tak – odpowiedziała z zachwytem.
Zadałaś śmierć, by powołać mnie do życia.
Powoli
skinęła głową. Wciąż czuła smak krwi ukochanego, którego bez wahania
poświęciła. Spuściła głowę. Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Warto było. A
jednak zemsta nie przyniosła jej satysfakcji. Nie tego się spodziewała.
Nie płacz, nie zniosę tego.
Uniosła
głowę. Tuż przed nią stał Olivier. Wyglądał bardziej dziko i drapieżnie, a jego
oczy płonęły ogniem, jednak to wciąż był on. Delikatnie przyciągnął ją do
siebie i objął. Wtuliła się w niego, drżąc na całym ciele.
-
To… To ty? Jak to możliwe?
I tak, i nie, moja pani. Ale teraz jestem
tylko twój.
Super opowiadanie. Z tym syfem w pokoju, to tak jakbyście i mnie wciągnęły ;p Pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuńKurczę, coś mi się porobiło na bloggerze i nie przychodzą powiadomienia o komentarzach...
UsuńTak czy siak dziękuję, miło, że się podobało :) Ten bałagan miał trochę odzwierciedlać wnętrze bohaterki z tego co pamiętam ;) Również pozdrawiam :)