19 lipca 2017

Twój



Poniższe opowiadanie powstało przy, hmm... Współpracy, powiedzmy, z moją przyjaciółką. Mianowicie, główna bohaterka stanowi w pewnym sensie fuzję dwóch postaci - mojej i jej. Był to eksperyment, nawet całkiem udany, który w pewnym momencie zaczął żyć własnym życiem, jak wszystkie dobre teksty zresztą. Pomysł natomiast zrodził się z naszej chęci wyżycia się... I to by było na tyle w kwestii genezy.
Miałam niewielki problem z dopasowaniem etykiety - z racji tego, że pasowały tu ze trzy. Ostatecznie jednak podjęłam decyzję, które elementy w tekście są najistotniejsze i jakoś się udało. Nie nudzę już, miłego czytania.
 


            Leżała na łóżku, wpatrując się z nienawiścią w sufit. Spoczywająca na pościeli dłoń nerwowo podrygiwała w rytm płynącej z głośników muzyki. Metallica zawsze była na pierwszym miejscu, kiedy była wściekła, ale teraz… Cholera, który to już raz?! Tyle razy obiecywała sobie, że to się więcej nie powtórzy. A wydarzyło się znowu. I pewnie znów się wydarzy, znając jej parszywe szczęście. Ale nie mogła nic na to poradzić, że ilekroć on pojawił się na horyzoncie, działy się z nią bardzo dziwne rzeczy. I nie potrafiła nad tym zapanować. To było silniejsze od niej. Ten stan utrzymywał się już od jakiegoś czasu, jednak nie potrafiła się przełamać, żeby coś z tym zrobić.
            Jakiś dźwięk wyrwał ją z zamyślenia. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że mógł to być jedynie telefon niedbale rzucony na poduszkę gdzieś wysoko nad jej głową. Ani chwili spokoju, znów jakiś popapraniec do niej pisze! Samobójca… Tyle że jeszcze nikt o tym nie wie.
            Zrezygnowana zaczęła macać poduszkę w poszukiwaniu komórki. Chciała jak najszybciej zbyć natręta, kimkolwiek on był. I miała ochotę zrobić to w sposób niezbyt uprzejmy… Delikatnie mówiąc.
            Jej palce zacisnęły się na zimnym przedmiocie, który znów zaczął niepokojąco podrygiwać. Zastanawiając się, dlaczego właściwie nie wyłączyła wi-fi, kiedy postanowiła odpłynąć, odblokowała ekran. Przez moment z niedowierzaniem wpatrywała się w telefon. W końcu otrząsnęła się z odrętwienia i z mocno bijącym sercem zaczęła jedna po drugiej odczytywać wiadomości.
            Znajdziesz dla mnie chwilę?
            Chciałbym pogadać
            Odezwij się
            Proszę
            Zastanowiło ją, co może być tak ważnego, by chłopak, który już od jakiegoś czasu niemal nie zwracał na nią uwagi, nagle zaczął do niej wypisywać. Przez chwilę nawet poważnie myślała nad tym, czy go kompletnie nie zignorować. Co z tego, że przez pół dnia usilnie próbowała przestać o nim myśleć. Co z tego, że od miesiąca śnił jej się niemal każdej nocy. Bynajmniej jak do tej pory nie udowodnił, że jest tego wart.
            PROSZĘ
            Kolejna wiadomość wyrwała ją z ponurych rozmyślań. Jak widać, jednak mimo wszystko nie mogła go sobie tak zwyczajnie odpuścić. No i ciekawość była silniejsza. W końcu postanowiła odpisać, pilnując się jednak, by nie okazywać zbyt wiele emocji.
            Dawno się nie odzywałeś
            Odpisał niemal natychmiast.
            Wiem
            Przepraszam
            Nie wiedziała, jak powinna zareagować, więc postanowiła milczeć. Nie musiała długo czekać na efekty.
            Gniewasz się? Ja… Nie potrafiłem
            Musiałem to wszystko jakoś uporządkować
            Ta rozmowa z minuty na minutę stawała się coraz bardziej niepokojąca. Na domiar wszystkiego jej serce, widocznie rządzące się własnymi zasadami, najwyraźniej postanowiło urządzić sobie jakiś pieprzony maraton i z każdą wiadomością przyspieszało. A umysł jakoś dziwnie nie chciał współpracować.
            Izzie?
            Ciekawe, co takiego wymagało uporządkowania wg ciebie?
            Chciałbym Ci to wszystko wyjaśnić, zajęta jesteś?
            Oczy Isabelle stały się okrągłe jak spodki. Niemożliwe, czyżby… Odpisała bez zastanowienia:
            Właściwie to siedzę sama i się nudzę
            Nie miałabyś ochoty się spotkać, wyjść gdzieś?
            Jej dusza w tym momencie śpiewała z radości. Niczego bardziej nie pragnęła. A jednak nie miała zamiaru dać mu się tak łatwo. Zresztą wciąż była tak wściekła, że  najchętniej zaszyłaby się w domu i nie wyściubiała nosa za próg przynajmniej przez tydzień. A w tym stanie była niebezpieczna dla otoczenia.
            Sorry, nie mam ochoty nigdzie iść
            Cisza. Zastanowiła się przez moment. To trochę szalone, ale skoro wreszcie jest jakaś szansa, żeby to ruszyć, chyba powinna z niej skorzystać. W przeciwnym wypadku pewnie nigdy sobie tego nie wybaczy. A tak może wszystko się wreszcie wyjaśni…
            Ale możesz wpaść
            Jeśli ci bardzo zależy
            Już zaczęła się zastanawiać, czy na pewno dobrze zrobiła, gdy nadeszła odpowiedź.
            Będę za pół godziny
            No pięknie. Ale się wpakowała… Nagle usiadła na łóżku, w panice rozglądając się po pokoju. Za niedługo wpadnie tu Olivier, a ten bałagan… Zerwała się na równe nogi, żeby uprzątnąć najgorszy syf. Po namyśle dała sobie spokój z niedbale porozrzucanymi na biurku ołówkami i otwartym szkicownikiem. Porwała jedną książkę ze stosu leżącego na podłodze przy łóżku i wrzuciła ją do szafy. Na resztę spojrzała niechętnie i jedynie wzruszyła ramionami. Zero zagrożenia. Odwróciła się i spojrzała ze zgrozą na malowidło na ścianie. Chyba nie powinno go tu być, jest zbyt sugestywne. W świetle dziwnych wydarzeń, które ostatnio miały miejsce, mogłoby rzucać jakieś podejrzenia, a na to nie mogła pozwolić. Wygrzebała spod łóżka spory plakat z Kill ‘Em All, który wziął się tam nie wiadomo skąd, i zakryła nim odrażający fragment ciemnofioletowej ściany. Nie można go zdjąć, ale ukryć… Z zadowoleniem spojrzała na swoje dzieło i zajęła się łóżkiem. Skotłowana pościel przedstawiała sobą żałosny widok i zwykłe zaścielenie niewiele by tu pomogło, więc pozbierała wszystko i wyniosła na zewnątrz. Rozwiesiła pościel w ogrodzie. Równie dobrze mogła zostawić ją na balkonie, ale miała wrażenie, że nie przedstawiałaby sobą zbyt pięknego widoku, wisząc na balustradzie. Co prawda nie chciała zbytnio okazywać, że przejęła się wizytą, ale bez przesady, jest chyba jakaś granica? A czarna pościel tuż za oknem zdecydowanie tę granicę przekracza.
            Usłyszała głośne miauczenie. No tak, Chester pewnie ją zwęszył, kiedy biegła przez ogród i teraz domagał się, żeby go wpuścić. Z westchnieniem ponownie otwarła drzwi prowadzące na balkon i rzuciła się na łóżko. Kocisko natychmiast znalazło się tuż przy niej. Zachichotała, kiedy długa czarna sierść połaskotała ją po szyi. Podrapała ulubieńca za uchem, wsłuchując się w ciche mruczenie. Nagle kocur się wyprężył, czujnie wlepiając wzrok w drzwi. Isabelle uniosła się na łokciu w samą porę, by zobaczyć ciemnowłosego chłopaka przeskakującego przez balustradę. Uspokajającym gestem położyła dłoń na łbie zwierzęcia, razem z nim obserwując wchodzącego do pokoju Oliviera.
            - Nie mogłeś zadzwonić do drzwi jak cywilizowany człowiek?
            - Nie – Uśmiechnął się rozbrajająco, jak tylko on potrafił. – Uznałem, że tak będzie szybciej. Poza tym nie musiałaś się fatygować, żeby mnie wpuszczać.
            Dziewczyna przewróciła oczami. Zdążyła się już opanować. Usiadła szybko, przesuwając niezadowolonego kota, nieufnie spoglądającego na przybysza, który właśnie sadowił się obok niego.
            - Więc o czym chciałeś rozmawiać?
            Olivier jakby jej nie słyszał. W zamyśleniu przyglądał się wielkiemu kocisku.
            - No proszę, kiedy ostatnio cię widziałem, byłeś…
            - Puchatą kulką niewiele większą od kłębka włóczki?
            Chłopak zerknął na nią ze zdziwieniem i spróbował pogłaskać Chestera, który w odpowiedzi pozostawił na jego nadgarstku głębokie szramy. Olivier syknął, szybko cofając rękę. Izzie uśmiechnęła się krzywo. Usiadła po turecku przodem do niego i popatrzyła nań wyczekująco, krzyżując ręce na piersi.
            - No więc?
            Chłopak rzucił jej kolejne nerwowe spojrzenie i szybko się odwrócił. Pochylił się, opierając łokcie na kolanach. Wyglądało na to, że zmaga się sam ze sobą. Swoją drogą Isabelle doskonale wiedziała, co się dzieje, wyczuwała to. Z jednej strony wciąż była wściekła – na siebie, na niego – i nie zamierzała łatwo odpuszczać. Z drugiej jednak chciała, by w końcu zaczęło się coś dziać. Choć wciąż się z tym nie pogodziła, już dawno zdała sobie sprawę, jak wiele znaczy dla niej ten ciemnooki dryblas. Gdy milczenie się przeciągało, nerwowo zaczęła owijać wokół palca krótki, intensywnie zielony kosmyk. Uwielbiała eksperymentować z kolorami. Co więcej, zauważyła, że zielone pasemka w jej kruczoczarnych włosach prezentują się znakomicie. Nagle poczuła, że Olivier się jej przygląda. Uniosła wzrok, ich spojrzenia się skrzyżowały. Świat zawirował, gdy na moment zatonęła w ciepłych brązowych oczach.
W tym momencie Chester prychnął pogardliwie i przeniósł swą kocią personę na oparcie wielkiego, obitego ciemnofioletowym pluszem fotela stojącego w kącie pokoju. Czubek jego ogona wciąż poruszał się nerwowo w tę i z powrotem, gdy uważnie śledził każdy ruch podejrzanego osobnika zajmującego jego miejsce u boku czarownicy. Jego ciałem wstrząsało głębokie, wrogie burczenie za każdym razem, gdy tamten poruszył się zbyt gwałtownie. Co on sobie wyobraża?
- Nie lubi mnie…
- Nie ufa ci. To bystry zwierzak.
Olivier spojrzał na nią badawczo, jednak z jej twarzy nie udało mu się odczytać żadnych uczuć. Była nieprzenikniona. Zawsze stanowiła dla niego zagadkę. Miała w sobie coś… Niesamowitego. Coś nietypowego. Nie potrafił jednak określić, co się za tym kryje. Całkiem prawdopodobne, że to właśnie ta tajemniczość przyciągała go do niej jak magnes. Nie potrafił oprzeć się intensywnie żółtozielonemu spojrzeniu. To dlatego zerwał z nią kontakt. Obawiał się tego, co mogłoby się stać… Tyle że to nic nie dało. Było z nim coraz gorzej. Zdał sobie sprawę, że dłużej już tak nie wytrzyma. Musiał z nią porozmawiać, wszystko wyjaśnić, coś z tym zrobić. Jedynym problemem było to, że nie bardzo wiedział, jak się za to zabrać. Nie chciał wyjść na idiotę, ale to nie taka prosta sprawa. Miał spore doświadczenie z dziewczynami, jednak do tej pory żadna tak na niego nie działała. Cholera, to takie trudne…
W końcu zebrał się w sobie i ponownie uniósł wzrok, napotykając spojrzenie Izzie. Zobaczył w nim coś dziwnego. Przyszło mu do głowy, że ona o wszystkim wie, zupełnie jakby czytała mu w myślach. Nie potrafił powiedzieć, jak to możliwe, do tej pory starał się jak mógł, by się przed nią nie zdradzić. Faktem jednak było, że chyba nikt nie poznał go tak dobrze jak ona, choć ich znajomość nie trwała tak długo. Ale czy mogła się domyślić?
Isabelle ledwo zauważalnie skinęła głową, zupełnie jakby w odpowiedzi na myśli kłębiące się w głowie Oliviera. Na jej twarzy pojawił się nieco demoniczny uśmiech, gdy ujrzała jego zaskoczenie. Nagle drzwi na balkon zatrzasnęły się z hukiem. Włosy dziewczyny zaczęły lekko falować wokół jej twarzy.
- Chciałeś szczerze porozmawiać, proszę bardzo. Ja zacznę. Zraniłeś mnie, tak nagle odsuwając mnie od siebie. Widzisz, nie jestem pierwszą lepszą dziewczyną, którą można tak sobie skrzywdzić i zapomnieć, że istniała.
- Izzie, ja… Ja nie chciałem. Wiesz…
- Wiem – Nie dała mu dokończyć. – Doskonale wiem. Ale niewiele to zmienia. Wyobraź sobie, że nim postawiłeś między nami mur, pozwoliłeś mi się za bardzo zbliżyć. Zdążyłam cię pokochać, idioto. Nie jest to takie piękne uczucie, jak opisują w tych wszystkich durnych powieściach. – Machnęła ręką, a stos książek stojący do tej pory obok łóżka rozsypał się po całej podłodze. Z niektórych powypadały kartki i przez moment wirowały w powietrzu, by w końcu bezwładnie opaść na dywan. – Niesie ze sobą ból. I smutek. Zwłaszcza gdy nagle przestajesz się liczyć dla tej jedynej osoby, na której naprawdę ci zależy.
Umilkła na moment, z namysłem przyglądając się przerażonemu chłopakowi. Patrzył na nią jak na kogoś zupełnie obcego. Szczerze mówiąc wcale jej to nie dziwiło. Zaczęła tracić nad sobą panowanie i musiała bardzo się starać, żeby nie pozwolić swoim mocom wymknąć się spod kontroli. Nagle pod strachem dostrzegła w jego spojrzeniu coś, co do tej pory było głęboko ukryte. To spowodowało, że zamknęła oczy i odetchnęła głęboko kilka razy.
- Nie robię tego, by cię nastraszyć. Nie chcę zrobić ci krzywdy. Po prostu… Moja moc wciąż się rozwija. Nie zawsze potrafię nad nią panować, wiele mnie to kosztuje, a teraz to wyjątkowo trudne. Rozumiesz?
Olivier niepewnie skinął głową. Nie mógł uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, że to nie jego wyobraźnia płata mu figle. Uświadomił sobie, że boi się tej dziewczyny. A jednak nie było to ważne. I tak musiał spróbować. Była wszystkim, czego pragnął. Co więcej, sama wyznała mu przed chwilą, że czuje to samo.
- Izzie, ja…
- To nie takie proste, co? – Uśmiechnęła się blado.
Chłopak skinął głową i odetchnął głęboko.
- Ja ciebie też kocham.
- Więc dlaczego tak długo to trwało? – Zauważyła, jak kurczy się pod jej badawczym spojrzeniem. Złapał się za głowę. Zobaczyła jego niepewność, jego strach. Cofnęła się. Wyraźnie przyniosło mu to ulgę.
- Jestem tchórzem.
- Gdybyś był, nie zawracałabym sobie tobą głowy – parsknęła dziewczyna. Momentalnie zauważyła zmianę w jego postawie. Wreszcie odrobinę się rozluźnił. A jednak wciąż ostrożnie się jej przyglądał. Wzruszyła ramionami. – No już, pytaj. Obiecuję, że postaram się odpowiedzieć.
- Jesteś… Czarownicą?
Spojrzała na Oliviera jak na idiotę. Cała ta sytuacja zaczynała ją mocno bawić. Bawić, nie wkurzać – czyli to dobry znak.
- Jak na to wpadłeś? – Roześmiała się. W pokoju zrobiło się ciemno, a oczy jej i Chestera zaczęły świecić pulsującym żółtym światłem. – Nie no, wiesz, tak tylko się wygłupiam. Przecież nikt nie wierzy w magię. – W jednej chwili wszystko wróciło do normy. Chłopak wciąż wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. – No dobra, chodź. Coś ci pokażę.
Isabelle wzięła chłopaka za rękę i wyprowadziła go z pokoju. Pociągnęła go w głąb domu, który wydawał się dziwnie cichy i pusty. Drewniane schody poskrzypywały ponuro, gdy zbiegali na dół. Pokonali, jak się wydawało, kilka pięter, nim wreszcie dotarli do długiego tunelu wykutego w skale. Ściany pokrywały świecące wykwity w kolorze siarki. Gdzieś w oddali przed nimi dał się słyszeć szum płynącej wody. W powietrzu unosiły się chłodne opary o dziwnym, choć przyjemnym zapachu.
- Wow, fajną macie piwnicę – zażartował Olivier. Głos lekko mu drżał. – Co w niej trzymacie? Zmutowanych jaszczuroludzi?
- Nie zgadłeś, mój drogi. Chodź, sam zobaczysz.
Izzie pobiegła przed siebie. Chłopak musiał się dobrze postarać, by dotrzymać jej kroku. Starał się podobnie jak ona omijać wszystkie niepokojąco czerwonawe kałuże i unikać zderzenia z przezroczystymi motylopodobnymi stworzeniami, które co jakiś czas odrywały się od zniżającego się co rusz sklepienia i opadały na nich chmarami.
Wreszcie dotarli do rozległej pieczary z wielkim, czarnym jak noc jeziorem. Jego przeciwległy brzeg ginął w mroku. Olivierowi wydawało się, że dobiegają stamtąd jakieś niepokojące pomruki. Nie miał jednak czasu głębiej się nad tym zastanowić. Dziewczyna nagle obróciła się w jego stronę i przyparła go do ściany. Jej oczy znów promieniały tym żółtym blaskiem, a uśmiech wydawał się nieco demoniczny. Objęła go za szyję, wspinając się na palce, i spojrzała mu w oczy.
- Ładnie tu, prawda? – spytała lekko zachrypniętym głosem.
Wyglądała nieziemsko, spowita niesamowitą poświatą, z falującymi włosami. Nie mogąc się powstrzymać, Olivier jedną ręką objął ją w pasie, drugą delikatnie sięgnął do jej twarzy. Tak długo czekał na tę chwilę, że teraz nic innego się dla niego nie liczyło. Nie zwracał już uwagi na to, co działo się wokół niego, całkowicie zatonął w uwodzicielskim żółtym spojrzeniu. Pochylił się, ich twarze znalazły się nagle bardzo blisko siebie. Isabelle przylgnęła do niego.
- Teraz jesteś tylko mój – wyszeptała mu do ucha.
Poczuł gorący oddech na szyi. Drgnął, gdy jej język zaczął błądzić po wrażliwej skórze, a palce boleśnie wpiły się w jego barki. Zignorował rodzący się w nim niepokój. Jego ciało pragnęło bliskości. Jego dłonie spoczęły na biodrach dziewczyny, przyciągnął ją jeszcze bliżej. Poczuł, że Isabelle delikatnie skubie jego szyję najpierw wargami, potem zębami, pomrukując przy tym jak kot. Było to tak niespodziewane, że roześmiał się z niedowierzaniem.
Nagle śmiech przerodził się w jęk. Ostre zęby wbiły się głęboko w ciało, ręce mocno opasały jego ramiona. Dziewczyna zaczęła chciwie zlizywać płynącą po jego szyi krew. Próbował ją odepchnąć, jednak okazała się nadspodziewanie silna. Zaniosła się przeraźliwym śmiechem, który poniósł się echem w głąb pieczary.
- Mówiłam, że jesteś mój! – Nagle spoważniała, jej głos stał się zimny i ostry. – Oddałam ci swoje serce, a ty mnie zraniłeś. Ale ja nie przestałam cię kochać. Już nie pozwolę ci odejść!
Ponownie wgryzła się w jego szyję, jeszcze głębiej niż poprzednio. Olivier szarpał się coraz słabiej. W jej miażdżącym uścisku szybko tracił siły i chęć do walki. Wciąż nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Że cudowna chwila tak szybko przerodziła się w koszmar. Poddał się. Nogi się pod nim ugięły, osunął się po ścianie, ciężko usiadł na zimnej skale. Isabelle uklękła tuż przy nim, ujęła jego twarz w dłonie.
- Nie myśl, że robię to dla czystej przyjemności – wyszeptała miękko. W jej oczach pojawiły się gniewne błyski, gdy pochylała się nad nim. – Ale musisz zapłacić mi za to, co zrobiłeś.
Łapczywie wpiła się w jego wargi i złożyła na nich długi, rozpaczliwy pocałunek. Chłopak półprzytomnie zauważył, że woda za jej plecami burzy się coraz gwałtowniej, że coś się z niej wynurza. Dziewczyna oderwała się od niego i wciąż go przytrzymując, obróciła się, by spojrzeć na olbrzymie ciemnoczerwone cielsko wypełzającego na brzeg stwora. Bezkształtna masa połyskiwała przy każdym poruszeniu. Zwróciła się z powrotem do Oliviera. W jej oczach odbijała się duma, gdy z uśmiechem zaczęła objaśniać:
- Dzięki tobie moje dziecię stanie się prawdziwie żywą istotą.
- Jak? – zdołał wychrypieć. Tak jak się tego spodziewał, odpowiedź nie była tym, co chciałby usłyszeć.
- Oddasz mu swoją duszę.
Isabelle uśmiechnęła się słodko. Podniosła się na nogi i kopnęła go mocno, obalając na ziemię, gdy tylko spróbował zrobić to samo. Odeszła i stanęła na brzegu jeziora, nie poświęcając najmniejszej uwagi chłopakowi ani zbliżającemu się do niego stworowi. Uniosła ręce nad głowę i zaczęła śpiewnie coś recytować. Zewsząd odpowiedziały jej przerażające szepty, kotłująca się powierzchnia jeziora zaczęła jarzyć się tym samym żółtawym blaskiem, co cała postać dziewczyny. Bezkształtne cielsko zbliżało się coraz bardziej, podczas gdy po pieczarze niosły się zwielokrotnione echem, powtarzane przez niezliczone głosy zaklęcia.
Nagle ciemnoczerwone coś zwinnie rzuciło się na Oliviera. Chłopak nie miał żadnych szans. Pochłonęła go ciemność, poczuł wszechogarniający ból nie do zniesienia. Trwało to bardzo długo, nim wreszcie osunął się w nicość.

***

            Isabelle ocknęła się z transu. Klęczała, jej połyskujące jeszcze na żółto oczy odbijały się w lustrzanej tafli jeziora. Była wyczerpana po zużyciu tak ogromnej ilości energii, jednak czuła, że było warto. Już wiedziała, że się udało. Wprost nie mogła się doczekać, by obejrzeć swoje dzieło. Odetchnęła kilka razy, uniosła się powoli i odwróciła.
            To, co ujrzała, przekroczyło jej najśmielsze oczekiwania. Tuż przed nią dumnie prężył się smok o pięknych ciemnoczerwonych łuskach połyskujących niczym diamenty. Z długiego, smukłego ciała na grzbiecie wyrastała para potężnych czarnych skrzydeł. Gdy stworzenie pochyliło przed nią głowę, jej oczom ukazały się cztery zakrzywione czarne rogi. Jej spojrzenie skrzyżowało się z żywym ogniem. W swojej głowie całkiem wyraźnie usłyszała głos podobny do głosu Oliviera, lecz znacznie głębszy.
            Jesteś teraz zadowolona, moja pani?
            - Tak – odpowiedziała z zachwytem.
            Zadałaś śmierć, by powołać mnie do życia.
            Powoli skinęła głową. Wciąż czuła smak krwi ukochanego, którego bez wahania poświęciła. Spuściła głowę. Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Warto było. A jednak zemsta nie przyniosła jej satysfakcji. Nie tego się spodziewała.
            Nie płacz, nie zniosę tego.
            Uniosła głowę. Tuż przed nią stał Olivier. Wyglądał bardziej dziko i drapieżnie, a jego oczy płonęły ogniem, jednak to wciąż był on. Delikatnie przyciągnął ją do siebie i objął. Wtuliła się w niego, drżąc na całym ciele.
            - To… To ty? Jak to możliwe?
            I tak, i nie, moja pani. Ale teraz jestem tylko twój.

2 komentarze:

  1. Super opowiadanie. Z tym syfem w pokoju, to tak jakbyście i mnie wciągnęły ;p Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, coś mi się porobiło na bloggerze i nie przychodzą powiadomienia o komentarzach...
      Tak czy siak dziękuję, miło, że się podobało :) Ten bałagan miał trochę odzwierciedlać wnętrze bohaterki z tego co pamiętam ;) Również pozdrawiam :)

      Usuń